czwartek, 8 października 2015

CHB ROZDZIAŁ 4

Hej! Tak, wiem, wiem powinniście nas pozabijać za kompletny brak rozdziałów, ale ja nie mam czasu na nic - gdy wracam do domu i zaczynam odrabiać lekcje okazuje się że już jest 20 -_- a moja kochana kuzyneczka świetnie sprawdzała się na blogu za co jej bardzo serdecznie dziękuje. <3 kocham cie kochana! :D i nadszedł ten czas kiedy postanowiłam dodać kolejny rozdział :) dla przypomnienia: Sophia i Percy walczyli z drakainą, Percy został ranny i zemdlał, a Sophia musi trafić do Obozu sama.
Zapraszam do czytania! :D :* Mrs. Darkness
                       Sophia 
Jakie szczęście że ojciec wskazał mi tego wilka, który miał mnie prowadzić do Obozu inaczej zanim trafiłaby Percy już dawno by się wykrwawił. Z pomocą wilczka, którego zaczęłam nazywać Wilk, trafiłam bardzo szybko do bram Obozu. Gdy tylko przeszłam przez bramę, natychmiast podbiegł do mnie jakiś wysoki blondyn.
-Kim jesteś? -zapytał patrząc podejrzliwie.
-Nazywam się Sophia di Angelo, a w tym momencie chłopak którego targałam przez pół lasu wykrwawia się z powodu dużej rany na udzie. Już w lesie stracił dużo krwi zanim zdążyłam zatamować krwotok - odparłam ironicznie.
- A tak już, już - chłopak klęknął przy moim kuzynie - zaraz di Angelo? Jak Nico? Dobry opatrunek założyłaś, jesteś dzieckiem Apolla? Tak w ogóle nazywam się Will Solace.
- Tak jest moim bratem to długa historia, jestem córką Hadesa, a opatrunek? Muszę znać pierwszą pomoc jeżeli poluje - opowiedziałam na pytanie zadane przez Willa.
- Jesteś Łowczynią Artemidy? - wydaje mi się czy usłyszałam lekki żal w jego głosie?
- Nie, ale często mogę z nimi polować nie będąc łowczynią - odparłam ze śmiechem, patrząc jak Solace sprawnie leczy mojego kuzyna.
- Ach, ja jestem synem Apolla. Jeżeli chcesz mogę oprowadzić cię po Obozie jak tylko zaprowadzę Percy'ego do szpitala - zaproponował gdy skończył opatrywać mojego kuzyna.
                        Will
- Jasne, tylko mogłabym gdzieś zostawić mój plecak? - tak! Zgodziła się! 
- Oczywiście, twój domek to 13 o tam - wskazałem palcem ciemny domek - ja pójdę...
- Ej Solace, co mi jest? - Percy się ocknął i przerwał mi w pół zdania.
- Oberwałeś od drakainy w udo, ponieważ nie umiesz na siebie uważać - wręcz wywarczała Sophia
- No wiesz musiałem sprawdzić czy jesteś cała - Jackson uśmiechnął się krzywo
- Bo ten potwór zrobiłby mi coś jak stał 15 metrów ode mnie - Sophia chyba lubi ironie.
- Dobra już koniec! Jackson rusz tyłek i idziemy do szpitala, a ty Sophia, idź do domku, zostaw rzeczy i spotkamy się przed twoim domkiem, ok? - postanowiłem przerwać ich kłótnie
- Dobra, dobra. Cześć kuzyneczku! - córa Hadesa, pomachała Percy'emu i bezgłośnie pobiegła do 13, a ja zabrałem Jacksona i powlekliśmy się do szpitala. Gdy tam dotarliśmy zostawiłem syna Posejdona pod opieką mojego brata - Jacka, a sam poszedłem po Sophie.
                         Sophia 
Pobiegłam w stronę mojego domku, byłam już 15 metrów od celu gdy zobaczyłam kogoś kogo zupełnie nie spodziewałam się tu ujrzeć.
- Leo! - chłopak z którym się wychowywałam obrócił się słysząc mój głos. Podbiegłam do niego. Dopiero teraz ujrzałam stojącą obok niego dziewczynę, jest naprawdę ładna. Ma czarne włosy, morskie oczy i lekką opalenizne.
- Hermano! Tęskniłam za tobą! Myślałam że nie żyjesz! - Rzuciłam mu się na szyje.
- Hej siostra! Ja też za tobą tęskniłem! Mi Tia powiedziała że nie żyjesz! - Leo, mój kochany braciszek objął mnie i zakręcił mną koło.
- Hej, nie chce wam przeszkadzać ale kim jesteś i czemu nazwałaś Leo hermanem? - zapytała ta dziewczyna stojąca obok Leo, wydaje się miła może się z nią zaprzyjaźnie.
- Nazywam się Sophia di Angelo, córka Hadesa, z Leo się wychowywałam, a nazwałam go hermano co po hiszpańsku oznacza brat, ponieważ od dziecka mieliśmy kontakt z hiszpańskim. A ty jak się nazywasz? - odpowiedziałam ze śmiechem
- Queen Honor, córka Posejdona i wnuczka Afrodyty.
- Córka Posejdona? W takim razie twój brat leży w szpitalu. Hermano, zaprowadzisz ją?
-Jasne, cześć hermana! - powiedział Leo całując mnie w policzek.
~~~~~~~~~~~
Niestety to już koniec, w następnym rozdziale będzie ciąg dalszy (no kto by się spodziewał :D :D ) Kocham was ludziki :D <3 <3
Mrs. Darkness

niedziela, 20 września 2015

Dramione Rozdział 2

                                       Rozdział 2 
Biedna Hermiona została sama,jak miała to wszystko powiedzieć.Przecież kochała Ron'a, a miała wyjść za Draco,tą fretkę która zawsze ją przezywała.Hermiona zaczęła powoli iść w stronę dormitorium,chciała płakać gdy ktoś chwycił ją za rękę.
-Hermiona co się tobie stało?-usłyszała głos Ron'a.
On nadal ją kochał,patrzał na nią i powoli zaczął podejrzewać że jednak coś się stało.
Przytulił ją mocno, ona wyrwała się z jego uścisku i pobiegła. Ron stał jak wryty jego ukochana, tak po prostu uciekła. Hermiona pobiegła do wieży astronomicznej, skuliła się w koncie i zaczęła popłakiwać. Nagle ujrzała cień człowieka,wstała i wychyliła się z kąta był to Draco.
-Hermiona ona jest taka piękna-szeptał Draco co chwilę patrząc w niebo-a ja byłem wobec niej taki okrutny.
Hermiona nie wiedziała co ma zrobić, to co mówił o niej Draco było miłe. Wyszła z kąta i stanęła za nim, mając nadzieję że to nie jest dziwne.
-Nic się nie stało Draco.-powiedziała
Chłopak stanął jak wryty, nie wiedział że ktoś tu jest, nie spodziewał się że ona się tu chowa.
-Czy ty płaczesz?-zapytał ocierając łzę z jej policzka.
Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć, patrzyła się w jego oczy i zastanawiała czy może go pokochać.
-Powiedz jeżeli spróbujemy-zaczęła Hermiona-to co powiesz rodzicom.
Chłopak w tej chwili pomyślał o rodzicach, przecież go znienawidzą,zabiją albo i gorzej ale w tamtej chwili liczyła się dla niego tylko Hermiona.
-No cóż będą musieli się jakoś dostosować-chłopak uśmiechnął się szeroko.
Hermiona była zdziwiona on chciał się stawić rodzicom i ożenić się z kimś nie czystej krwi i dodatkiem nie z Slytherin'u. Była szczęśliwa, że on właśnie dla niej chciał postawić się rodzicom.
-Powiedz coś ta cisza mnie męczy.-wyszeptał chłopak
Wtedy wziął ją w ramiona,pocałował i przytulił mówiąc.
-Wiedz że wybór należy do ciebie.
 Hermiona została znów sama by tym razem powiedzieć Tak lub Nie przeznaczeniu.

poniedziałek, 14 września 2015

CHB Rozdział 3

                                                             Queen

Po całym zamieszaniu z minotaurem, Leo opowiadał o jego przygodach i innych herosów. Ale ja i tak go nie słuchałam, raczej myślałam o Obozie. Jaki był mój brat? Czy uda mi się wypełnić przeznaczenie?Nie wiedziałam co mam robić, powoli podskakiwałam do Obozu,Leo w ogóle za mną nie nadanżał.
-Ej czekaj!-krzyknął    
Leo biegną za mną, jak najszybciej umiał,ale i tak mnie nie dogonił
                                                              Leo
Queen,podskakiwała dość szybko nagle się zatrzymała a ja na nią wpadłem.Po chwili, oboje leżeliśmy na ziemi,jej włosy były czarne tak samo jak u Percy'ego.Oczy miała morskie,a skórę lekko opalona była naprawdę ładna. Jej grzywka była spięta małą różową spinka,z słodkim zielonym motylkiem. Leżeliśmy tak przez chwile aż na jej twarzy pojawił się uśmiech. Szybko wstałem, a ona po chwili i znów z uśmiechem pobiegła w stronę Obozu.
                                                     Queen
Ta sytuacja z Leo, no trochę mnie przerastała ale w końcu, byłam wnuczką Afrodyty. Nigdy nie widziałam mojej mamy, żaden bóg nigdy o niej nawet nie wspomniał. Wiedziałam jedynie że była córką Afrodyty, więcej żaden bóg mi nie powiedział.Powoli zbliżaliśmy się do Obozu gdy Leo chwycił mnie za rękę.
-Queen, mogę ci coś powiedzieć?-powiedział Leo
-No chyba, tak-odpowiedziałam
Nagle z krzaków,wyskoczyła wysoka blondynka.
-Boże, Queen ty żyjesz-wykrzykneła
Dziewczyna mnie przytuliła, i popatrzała mi w oczy.
-Jesteś taka podobna do Percy'ego
-Ale kim jesteś?
-Annabeth nie strasz dzieci?-powiedział Leo
-Dzieci?-krzyknełam-wypraszam sobie.

niedziela, 13 września 2015

FREMIONE DLA ZUZANNYY

                FREMIONE DLA ZUZANNY
Końcówka wyszła bardzo cukierkowo i wgl, ale no! Po długich rozmyślaniach wreszcie powstało, przepraszam że tak długo to trwało, ale jest! 
Mrs. Darkness
Nie rozumiała jak on mógł to zrobić! Przecież jeszcze rano mówił że ją kocha! Teraz wie że kłamał. A ona wiązała z nim swoje plany na przyszłość! W jednej chwili całe jej życie straciło sens. Chciała z sobą skończyć, dlatego teraz kierowała się na Wieżę Astronimiczną, najwyższą z wież w Hogwartcie. Po kilku minutach była już u celu. Powoli podeszła do barierki i wychyliła się delikatnie, na twarzy poczuła delikatny powiew wiatru. Wychyliła się mocniej i zamknęła oczy, po jej delikatnych policzkach powoli spływały dwie kryształowe łzy, dwie krople krwi z jej wnętrza, z jej duszy. Jej dusza krwawiła przez człowieka który nazywał się jej chłopakiem, przez Cormaca. Podczas wojny z Voldemortem zginął jej poprzedni chłopak-Fred Weasley. Hermiona kochała Freda miłością wielką, prawdziwą i co najważniejsze-odwzajemnioną. Po stracie rudzielca czuła że nie ma sensu życia, a wtedy pojawił się Cormac, zajmował się nią i w końcu Hermiona zakochała się w nim, ale nigdy nie pokochała go tak mocno jak Freda. Przyzwyczaiła się do niego i pokochała, a on ją zdradził z tą pustą dziewczyną-Cho Chang. Jej ledwo posklejane serce na nowo rozpadło się na pół. Nie ma dla kogo żyć, Rona nie interesuje po tym jak nie odwzajemniła jego uczuć i związała się z jego bratem, Harry i Ginny są zbyt zajęci swoimi drugimi połówkami. Wychyliła się już tak bardzo,  że praktycznie wisiała trzymając się rękami. Miała się już puścić, gdy usłyszała cichy głos:
-Hermiona? Co ty robisz? Ty chyba nie chcesz….. Hermiona! Nie! – głos był tak podobny do głosu jej Freda, co sprawiło że przez chwilę zawahała się, ale zaraz pokręciła głową. To musiał być George, przecież z jej Fredem byli bliźniakami.
-George? Co ty tu robisz? – właściciel głosu roześmiał się
-To nie George, Hermionko – Panna Granger zastanowiła się przez chwilę, przecież bliźniaki bardzo często zamieniali się, aby namieszać ludziom w głowach, była tak zamyślona że nie zareagowała gdy napastnik wciągnął ją z powrotem na Wieżę, zareagowała dopiero gdy ten pocałował ją delikatnie, ale równocześnie namiętnie, zupełnie tak jak niegdyś Fred.
-George, co ty robisz! – była zszokowana i jeszcze bardziej chciała ze sobą skończyć, ponieważ ten idiota przypomniał jej cudowne i romantyczne wieczory spędzane w Norze lub w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, gdy wtulała w ciało Freda i czuła gdy ten co chwilę całował ją w policzek lub w kark. Na samą myśl o Fredzie łzy zakręciły się w jej ślicznych, karmelowych oczach.
-Ale Hermiona! To ja! Fred! – Na widok łez dziewczyny rudowłosy spanikował. – Błagam, kochanie uwierz mi!
-Jak? Jak mam to zrobić? – wyszeptała dziewczyna między napadami szlochu
-Zapytaj mnie o coś! – chłopak był zdesperowany, aby udowodnić ukochanej że to naprawdę on.
-No więc…… powiedz mi coś o czym wie tylko i wyłącznie Fred – dziewczyna nie miała pojęcia o co może go spytać, tak naprawdę myślała tylko o tym że chłopak faktycznie pachnie jak Fred, George pachniał zupełnie inaczej, jej ukochany pachniał jak święta spędzane w Norze, a jego bliźniak swoimi ulubionymi perfumami. Niby niczym się nie różnili, ale Hermiona jako jedyna potrafiła ich rozpoznać.
-Kiedy się irytujesz uroczo marszczysz nosek, gdy siedzimy w bibliotece i pisaliśmy jakieś wypracowania ty zawsze bawisz się piórem i to ty sprawiłaś że też zacząłem tak robić, uwielbiasz spać wtulona we mnie jak kot, tylko ty potrafisz nas rozróżnić, nawet nasza matka tego nie potrafi, więc czujesz się wyróżniona zawsze gdy możesz to zrobić. Błagam Hermiono, uwierz mi! - wykrzyknął zdesperowany.
-A....ale ty przecież nie żyjesz!-biedna dziewczyna była coraz bardziej zdezorientowana.
-Już ci wszystko tłumaczę, otóż Cormac tuż przed wybuchem wojny porwał mnie i więził we Wrzeszczącej Chacie. Podczas bitwy zginął jakiś obcy mi czarodziej, napojony eliksirem wielosokowym. Cormac wiedział że jesteśmy razem (bo kto nie wiedział) i chciał abym zginął, żebyś to z nim była. Chciał tylko stać się sławnym, a w jaki łatwiejszy sposób to osiągnąć niż pobyć trochę z samą Hermioną Granger, a później z nią się rozstać? Więc właśnie tak uczynił. Na szczęście udało mi się dziś uciec i pojawić się tutaj w odpowiedniej chwili - Fred był tak zajęty tłumaczeniem się przed dziewczyną, że nie zauważył jej osunięcia się po ścianie, ocknął się dopiero na dźwięk cichego szlochy Hermiony.
-Mionko, Mionko, Mioneczko już spokojnie - ukucnął obok niej i szeptał do ucha dziewczyny.
-Przestań, przecież wiesz że tego nie lubię - wydusiła z siebie, uśmiechając się delikatnie. Wiedział, jasne że wiedział, przecież nie raz się o to kłócili, oczywiście szczerząc zęby w uśmiechach. 
- Dobrze, Fred. Wierzę ci - postanowiła zaryzykowa, a jeżeli to George ją nabiera to gorzko pożałuje.
-Tak! Moja Mionka mi wierzy!-chłopak odtańczył coś na krztałt tańca zwycięstwa czym bardzo rozśmieszył dziewczynę. Nagle usłyszeli kroki na schodach. Gdy drzwi się otworzyły oboje zobaczyli Cormaca, którego najwidoczniej zaalarmował śmiech gryfonki. 
-Hermiona! Idziemy do dormitorium! Już! - Cormac zrobił się cały czerwony ze złości.
-Nie - dziewczyna w niczym nie przypominała już tej Hermiony, która chciała się zabić. Teraz była to dawna ona, ta która walczyła o to co kocha.
-Coś ty powiedziała? - Teraz Cormac był bordowy ze złości.
-Powiedziałam że nigdzie z tobą nie pójdę.
-A co głuchy jesteś? Chyba wyraźnie słyszałeś co powiedziała, więc skoro tak bardzo chcesz iść do dormitorium to idź sam - powiedział ironicznie Fred.
 ~~~~~~~~~~~~
5 lat później
Hermiona spacerowała z synem po parku rozmyślając na swoim pokręconym życiem. Tak bardzo pochłonęły ją wspomnienia, że nie zauważyła swojego męża.
-Uważaj kochanie bo ukradną ci dziecko, a sama trafisz do Chin - Hermionę sprowadziły na ziemię te słowa oraz czyjeś ręce na jej talii.
-Dziękuję Fred - odrzekła i mocno pocałowała męża.
-A ja? -usłyszeli pytanie synka, i jednocześnie ucałowali go w oba policzki. Hermiona zaśmiała się radośnie, wreszcie była w pełni szczęśliwa. 

piątek, 11 września 2015

CHB Rozdział 2 część 2

Witam jestem nową autorką i raz będę pisać ja a raz Mrs.Darkness. Zapraszam na dalszą część.
                                                               Queen
Siedziałam na gałęzi gdy nagle zobaczyłam chłopaka.Przyglądałam się mu, i zastanawiałam czy przypadkiem nie jest z Obozu, musiałam się dowiedzieć.Zeszłam z drzewa, i stanęłam za nim, on obrócił się, skoczył do tyłu i spadł na ziemię.Miał oliwkową skórę, kędzierzawe, brązowe włosy i oczy.
-Hej, uważaj!-krzyknął chłopak
-Przepraszam, ale wydajesz się dziwny.-powiedziałam
-Dziwny, to ty skaczesz, na ludzi!-chłopak był zły
Podałam mu rękę, i pomogłam wstać.Chłopak się otrzepał i powoli wstał,zaczął iść na północ.
-Gdzie idziesz?-zapytałam
-Do obozu-chłopak spojrzał na mnie-Kto jest twoim rodzicem?
-Moim Posejdon, a co z tobą?
-Hefajstos, a co?-zapytał
-A tak się pytam, powiedz jak masz na imię?-odpowiedziałam
Zawsze lubiłam, poznawać nowych ludzi ponieważ nikogo nie znałam.Bo byłam wychowywana na Olimpie przez różnych Bogów, tylko w lato spotykałam ojca.W końcu Atena, postanowiła z innymi bogami, wysłać mnie do Obozu.Wyciągłam z plecaka butelkę wody i wziełam łyka.
-Jestem Leo Valdez a ty?-zapytał chłopak
-Queen Honor.-odpowiedziałam
-Skąd jesteś?-spytał
-Ja z Olimpu.
-Olimpu?-był zaskoczony
-Bogowie, mnie wychowywali.
-Ach, tak a twoja mama?-zapytał
-Wiem tylko tyle, że była córką Afrodyty
Leo nabrał dziwnego wyrazu twarzy, a ja poszłam do przodu.W ogóle, nie rozmawialiśmy, gdy nagle z krzaków wyskoczył minotaur.
-O bogowie!-krzyknął Leo
Wziełam spinkę,z moich włosów i nacisłam na motylka który był na spincę.
-Co to?-wykrzyknął Leo
Spinka, zmieniła się w miecz Leo atakował potwora, a ja zakradłam się od tyłu i wbiłam mu miecz prosto w plecy.
Dziękuje za uwagę zapraszam na następne części. 
                                                             
 

niedziela, 6 września 2015

CHB ROZDZIAŁ 2 CZĘŚĆ 1

                       Sophia
Wywróciłam oczami i znacząco kiwnęłam łukiem w stronę zarośli. Percy wzruszył ramionami i nic nie powiedział tylko ruszył w stronę krzaków po mojej prawej stronie. Gdy tak przedzieraliśmy się przez krzaki, za plecami usłyszeliśmy wściekły ryk. Podskoczyłam, ale zaraz ściągnęłam łuk z ramienia i wyciągnęłam strzałę z kołczanu. Gdy obejrzałam się na Percy'ego ten stał wyprostowany i czujny z mieczem w ręku. Skąd on wziął ten miecz?  Nagle z krzaków wyłonił się dziwny potwór.
-Drakaina - mruknął Percy. Ta drakaina ja nazwał ją Percy miała tarcze, szable i pełną zbroje. Instynktownie posyłałam w nią strzałę za strzałą [jak zwiadowca! ~dopisek autorki :D]. Kątem oka zauważyłam że mój kuzyn rzucił się na potwora.
                       Percy
Gdy zaatakowałem drakainę, Sophia ostrzeliwała ją strzałami. Okazało się że przez pełną zbroje, którą miała na sobie bardzo trudno było ją zranić. Nagle w jej nieosłoniętym nadgaratku utkwiła strzała z czarnymi lotkami. Strzał doskonały. Byłem pewny że potworzyca już nie żyje. Odwróciłem się aby sprawdzić czy Sophii nic się nie stało, w co wątpiłem ale zawsze trzeba się upewnić. Była cała. W pewnej chwili poczułem okropny ból w udzie.
-O bogowie! - krzyknąłem i ostatkiem sił wbiłem drakainie, która raniła mnie w nogę, miecz w szyję. Ostatnim co widziałem to zatroskana mina mojej kuzynki, a potem nastała ciemność. Zemdlałem. 
                           Sophia
Usłyszam krzyk Percy'ego i podbiegłam do niego. Szybko oceniłam jego stan zdrowia. Głęboka rana w udzie i duża strata krwi. Wyciągnęłam z torby czystą szmatkę i obwiązałam ranę kuzyna. O bogowie, to on miał mnie prowadzić! Gdzie jest ten Obóz? Spokojnie, szliśmy na zachód więc tam też powinnam się skierować. Pozbierałam strzały, oczyściłam i schowałam do kołczanu. Podniosłam miecz Percy'ego, dotknęłam jego czubka skuwką, którą chłopak miał w ręku i nagle zmienił się on w długopis. Schowałam go do kieszeni, założyłam plecak na plecy i kołczan na lewe ramię, a łuk na prawe. Chwyciłam Percy'ego pod ramiona i ciągnęłam za sobą. Idąc tak zobaczyłam przed nami światło i postanowiłam tam pójść. 

czwartek, 3 września 2015

Miniatureczka na osłodę życia!

Zapraszam na krótką miniatureczkę, która ma osłodzić wam początek szkoły. Dedykuję ją wszystkim, którzy spędzają swój czas czytając moje wypociny, a szczególnie tym którzy w tym roku piszą jakieś testy. Nie wiem kiedy pojawi się rozdział i jednego opowiadania i drugiego. Wena jest, pomysły są, ale czasu nie ma. Mój dzień wygląda tak: rano wstaję, idę do szkoły, po szkole jadę do moich przyjaciółek do szkoły, idziemy gdzieś razem (najczęściej do Złotych Tarasów), wracam późno do domu, robię lekcje (tak już nam zadają) i czytam do późna :D Postaram się coś dodać w weekend, ale nic nie obiecuję bo w poniedziałek mam kartkówkę z matmy
-_-   Mrs. Darkness
~~~~~~~
Hermiona szła zirytowana w stronę dormitorium swojego chłopaka, chcąc zabić go za pozostawienie na jej łóżku jego notatek z transmutacji, minęła Percy'ego obejmującego Annabeth oraz Nica trzymającego w ramionach Reyne. Początkowo nie zwróciła uwagi, dopiero gdy jej kuzyn - Percy - krzyknął do niej, ta wróciła myślami na ziemię.
-Percy, Ann, Nico, Reyna? Co wy tu na Merlina robicie? Chyba nie powinnam się dziwić, w końcu to Hogwart tu wszystka jest możliwe - powiedziała zdziwiona,  teraz złość jej minęła. Zanim ktokowiek zdołał odpowiedzieć, zza pleców Hermiony rozległ się głos:
-Ja ich tu sprowadziłem, chciałem żebyś się rozchmurzyła, ponieważ od dawna chodziłaś zamyślona i smutna - gryfonka była przeszczęśliwa, jej ukochany kuzyn i przyjaciele byli przy niej, a jej chłopak ich tu sprowadził z drugiego końca świata, aby się uśmiechnęła.
-Naprawdę zrobiłeś to dla mnie, Draco? Przecież Astoria mówiła że w Pokoju Wspólnym Ślizgonów cały czas się całujecie!
-Hermiono! Proszę nie wierz jej! Nigdy bym cię nie zdradził!
-Wiem Draco, wiem. Dzisiaj pokazałeś mi jak bardzo mnie kochasz sprowadzając tu moich ukochanych przyjaciół - powiedziała dziewczyna i czule go pocałowała - A jeżeli chciałeś też pomocy z transmutacji wystarczyło powiedzieć, kochanie.
~~~~~~~~
Kilka lat później do rana bawili się na ich wspólnym weselu, ponieważ dziewczyny uparły się zorganizować ślub jednego dnia. Potem były dzieci i wpólne siedzenie w parku, razem z Percy'm i Annabeth oraz Nico i Reyną.